Menu

Rozum w poczekalni, serce na dłoni

zapiski nowej Warszawianki

Wiosenny Remanent Ciał - rozpoczęty!

menka8

Wiosenny Remanent Ciał! Szał ciał! Zdrowotne Rekolekcje! Warszawa biega, rusza się, spaceruje. Warszawa wyległa na ulice, do parków, lasów i na skwery. Wystarczyło kilka promieni słońca, żeby ludziom zachciało się chcieć ruszyć z domów. Sprzed monitorów komputerów i ekranów telewizorów (komórki niestety nie zostały w domu). Wystarczy szybkie spojrzenie na brak zielonych punktów na liście znajomych na Facebooku. Nie trzeba żadnego umoralniania, że internet jest "be", a życie w sieci nie ma sensu.

Wystarczy kilka promieni słońca. Czy, aby na pewno? Czy na pewno tylko to nas motywuje? Tęsknota za kontaktem z naturą?

Od kilku tygodni spacerując co wieczór uliczkami Dolnego Mokotowa (nie dla przyjemności osobistej, a raczej dla koniecznej przyjemności zażycia rehabilitacji w mieszczącej się tam przychodni) co i rusz spotykam te same (już je nawet rozpoznaję) twarze. To "dżogeży", cykliści czy spacerowicze. Odziani w dres czy inny rodzaj ubioru sportowego z miną zaciętą przemierzają ciche do niedawna wyludnione uliczki w poszukiwaniu idealnego ciała.

Dokładnie! Kult ciała, perfekcjonizm czy moda! Jak zwał, tak zwał. Jedno jest pewne - zdecydowana większość z nich nie robi tego dla przyjemności. Dla przyjemności to się siedzi w kawiarni i wcina pyszne ciastko z wiśniami albo rurkę z kremem i popija kawą latte. Odczuwanie przyjemności ma to do siebie, że powoduje radość której resztek nie sposób usunąć z twarzy. Chyba, że jest się utalentowanym aktorem. Radość mówi sama za siebie, przenika przez skórę, emituje z każdej komórki Szczęśliwego. Tymczasem mijani przeze mnie "amatorzy" sportu robią to, ponieważ są do tego "zmuszani".

Przykre. Do czego zmusza nas świat? Sport to zdrowie. Ale tylko wtedy, gdy zażywany z umiarem. Jak wszystko inne. Wino i słodycze i seks i inne smakołyki, wszystkie one zażywane z umiarem - nie zaszkodzą w żadnym wypadku (no chyba, że jesteśmy uczuleni na alkohol albo gluten, abo na płeć przeciwną i nieopatrznie postanowimy raz jeszcze przetestować swoją ułomność. Skutki mogą być zatrważające). We wszystkich innych przypadkach damy sobie z "przyjemnością" radę.

Dlaczego o tym piszę? Sport to teraz moda. Rzadko zdarzają się tacy, którzy uprawiają go regularnie. Nie tylko od wiosny do wiosny. Pozostałych perspektywa lata mobilizuje do krótkotrwałego wysiłku. Czasem do tego dołączamy dietę. Robimy to rzekomo dla siebie. Skąd ta tendencja do (samo)oszukiwania się?

Dziś wymaga się od nas perfekcjonizmu. W zamian daje tzw. wolność wyboru. To złudne. Wolności wyboru zawsze towarzyszy łyżka dziegciu - odpowiedzialność za swój los. Jak to nazywa Bauman- jesteśmy więc sternikami naszej indywidualnie realizowanej  "polityki życia". Czy aby na pewno sami decydujemy o sobie? Czas wyjść ze skorupy. Czas zrozumieć, że sezon na remanent został nam narzucony. Piękne ciuchy projektantów najlepiej wyglądają na chudzielcach. "Eko"towary są o wiele droższe (patrz. ekopomidor - 22 zł/kg. Ciekawa jestem jak dotarł bez szwanku z Włoch?). RayBan-y są o niebo droższe niż są warte.

Spotkałam dziś trzech "nosicieli" w ciągu trzech minut. Statystycznie jeden na minutę. (Próba nie była idealna: Nowy Świat, a nie "Realny Świat", ale dobrze obrazuje fakt społeczny).

Jeden z nich mnie zaintrygował na tyle, że przyglądałam mu się przez dłuższy moment. Paradoksalnie miał na sobie prochwiec a'la Casablanca (wywołany przeze mnie do tablicy w poprzednim wpisie sic!). Do tego garnitur oraz skórzane pantofle, które na pewno kosztowały fortunę. Los chciał, że wsiadł do mego autobusu. Z miejsca, w którym usiadłam mogłam go swobodnie obserwować. Wyglądał jak z żurnala. Wszystko ściśle wedle panujących reguł. Poza jednym elementem. Spod nogawki, pomiędzy pantofelkiem, a nogawką właśnie wyzierały CZERWONE skarpety. Karminowe. Oho-pomyślałam- to moja jaskółka zmian-normy normami, ale zawsze jednak drzemie w nas ta przekora. Zdrowy odruch!

Jutro znów spotkam swoich "dżogerów". Ciekawa jestem. Może któryś z nich się do mnie lub do siebie uśmiechnie...



© Rozum w poczekalni, serce na dłoni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci